35-latka z Krakowa zadłużyła się na ponad 600 tys. zł po telefonach od oszustów
Przez serię telefonów od oszustów 35-letnia mieszkanka Krakowa straciła i zadłużyła się na ponad 600 tys. zł. Kobieta była przekonana, że działa po to, by zabezpieczyć swoje oszczędności, a w praktyce przez kolejne dni wykonywała polecenia przestępców.
Fałszywy sygnał o kredycie i kolejny rozmówca
Do zdarzenia doszło pod koniec czerwca. Najpierw kobieta odebrała telefon od osoby podającej się za kobietę, która poinformowała ją o rzekomym kredycie zaciągniętym na jej dane. To był pierwszy element całej manipulacji, która miała przekonać ją, że jej pieniądze są w niebezpieczeństwie.
Niedługo później 35-latka rozmawiała już z mężczyzną przedstawiającym się jako pracownik Narodowego Banku Polskiego. W trakcie tej rozmowy usłyszała, że środki zgromadzone na koncie są zagrożone i trzeba je natychmiast wypłacić, a następnie wpłacić do bitomatu.
Presja, tajemnica i kolejne kredyty
Oszust podawał instrukcje krok po kroku i jednocześnie pilnował, by kobieta nikomu nie zdradzała szczegółów działań. Tłumaczył to rzekomą tajemnicą bankową, a dodatkowo twierdził, że telefon kobiety jest objęty policyjnym podsłuchem.
Na tym mechanizm nie został zatrzymany. 35-latka została nakłoniona do zaciągania następnych pożyczek w kilku placówkach bankowych. Każda kolejna wypłata kończyła się tak samo - pieniądze trafiały do bitomatów, a jej zadłużenie rosło.
Jak doszło do utraty pieniędzy
Cała operacja opierała się na stopniowym budowaniu zaufania i poczucia zagrożenia. Ofiara była przekonana, że wykonuje polecenia instytucji, które mają chronić jej środki, dlatego nie przerwała kontaktu od razu.
Dopiero po czasie zorientowała się, że padła ofiarą oszustwa. Wtedy sprawę zgłoszono policji, która zajmuje się wyjaśnianiem okoliczności tego przestępstwa.
- oszustwo rozpoczęło się pod koniec czerwca,
- kobieta została nakłoniona do wpłat do bitomatów,
- straty i zadłużenie przekroczyły 600 tys. zł,
- w sprawę zaangażowana została policja.
Dlaczego to ważne dla Krakowa
Takie sprawy pokazują, jak groźne są telefoniczne próby wyłudzeń, zwłaszcza gdy przestępcy podszywają się pod instytucje finansowe. Dla mieszkańców Krakowa to ważny sygnał ostrzegawczy: nawet kilka pozornie wiarygodnych rozmów może doprowadzić do utraty oszczędności i zaciągania niepotrzebnych zobowiązań.
To również przypomnienie, że oszuści wykorzystują pośpiech, stres i presję czasu. Właśnie dlatego każda informacja o rzekomym zagrożeniu dla konta czy kredycie zaciągniętym na dane danej osoby wymaga natychmiastowej weryfikacji, a nie działania pod dyktando rozmówcy.
Co wiadomo na ten moment
Sprawa została już zgłoszona policji. Z przekazanych informacji wynika, że kobieta najpierw przekazała gotówkę do bitomatów, a następnie - po namowach oszustów - brała kolejne kredyty w bankach. Łączna kwota zadłużenia przekroczyła 600 tys. zł.
To kolejny przypadek, który pokazuje, że przestępcy wciąż korzystają z podobnych metod: podszywają się pod pracowników instytucji, wmawiają zagrożenie i izolują ofiarę od bliskich. W takich sytuacjach liczy się szybka reakcja i natychmiastowy kontakt z policją lub własnym bankiem.
Źródło: Komenda Policji w Krakowie.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!